Wszystko dla Ojczyzny
nic dla mnie...
Piotr Wysocki

nie pamiętam hasła

bohater szczepu

most

twierdza

komenda szczepu

zdjęcia

wiedza harcerska

forum

znajomi

kontakt

pamiętnik

Wyświetl losowe zdjęcie
Copyright © 2002-2006
a2t
 strona główna kontakt rejestracja


Piotr Wysocki (1797-1875)

   

Piotr Wysocki

1797-1824

Urodził się 10 września 1797 w podwarcekich Winiarach (dziś część Warki). Jako czwarty syn dzierżawcy Piotr Wysocki pierwsze nauki pobierał w domu. Po śmierci ojca Piotrem zaopiekował się jego starszy brat i umieścił go na cztery lata w szkole Pijarów w Warszawie (1810-1814). Po zakończeniu szkoły w stolicy wrócił do Warki i pomagał matce w gospodarstwie.

W roku 1818 wstąpił jako ochotnik do Wojska Polskiego i został kadetem pułku grenadierów gwardii. Gdy wkrótce umarła matka, związki rodzinne z Warką siłą rzeczy zaczęły zanikać.

1824-1828

Ważną datą dla niego był rok 1824: po sześcioletniej nienagannej służbie dostał się do znanej już wówczas Szkoły Podchorążych Piechoty mieszczącej się w Warszawskich Łazienkach. Tam wraz z podchorążymi był świadkiem wymierzania kary aktywnym członkom Towarzystwa Patriotycznego: Walerianowi Łukasińskiemu, Damazemu Dobrogojskiemu i Leonowi Dobrzyckiemu. Skazanym oficerom publicznie zdarto szlify oficerskie i mundury, ogolono głowy, zakuto w kajdany i przywiązano do taczek, które musieli pchać. Wszystko to działo się przy akompaniamencie bębnów. Wydarzenie to zapadło głęboko w pamięci jego uczestników. Łukasiński stał się potem wzorem postawy patriotycznej.

Awans otrzymał Wysocki po trzech latach (1827); został podporucznikiem grenadierów gwardii. Po oficerskiej nominacji pozostał Piotr Wysocki w Szkole Podchorążych jako wychowawca, jako instruktor musztry, czyli "nauczyciel ćwiczeń wojskowych". Funkcję tę pełnił dobrze, lubiany przez podwładnych i ceniony przez przełożonych. Toteż podchorążowie wiedzieli, że była to "prawa, uczciwa dusza polska w całym znaczeniu tego wyrazu". Wysocki należał do ludzi ambitnych, a dokumenty mówią o jego silnym samokształceniu. Jako oficer spotykał się intelektualnymi kręgami młodzieży, miał kontakty z akademikami i dziennikarzami. Przebywał więc w środowisku blisko obeznanym ze współczesnym życiem literackim. Nie można zatem wykluczyć, że nie była mu obca atmosfera literacka tamtych czasów. Niewątpliwie przyspieszyła ona dojrzewanie idei niepodległościowej wśród młodzieży.

1828-1830

I oto nikomu właściwie poza bliskim kręgiem wojskowych nie znany młody oficer zaczyna zdobywać wśród tej młodzieży coraz większe zaufanie, posłuch i autorytet. Na początku było ich dziesięciu. To oni 15 grudnia 1828 roku składali pod przewodnictwem Piotra Wysockiego przysięgę.


"Przed Bogiem i Ojczyzną naszą ujarzmioną, odartą z praw i przywilejów konstytucyjnych, przysięgamy: naprzód nie wydać na przypadek uwięzienia żadnego zawiązującego się towarzystwa, choćby z tego powodu przyszło ponieść najsurowsze męczarnie powtórne, połączyć wszelkie usiłowania, poświęcić życie, gdy tego będzie potrzeba, w obronie zgwałconej ustawy konstytucyjnej. Po trzecie, ostrożnie rozszerzać związek za wiedzą podpisanych członków towarzystwa, nie przyjmując ani pijaków, ani szulerów, ani ludzi skazitelnego charakteru pod jakimkolwiek bądź względem".


Zawiązanie sprzysiężenia w celu wystąpienia zbrojnego było naturalną konsekwencją nastrojów panujących wśród młodzieży, także wśród młodzieży wojskowej, zwłaszcza ze Szkoły Podchorążych. Była to społeczność najlepiej zorganizowana i, co bardzo ważne mająca kontakty z oficerami różnych formacji polskiego wojska. "Społeczność ta tchnąca duchem patriotyzmu, nienawidząca Moskwy, zapalona, bo młoda, nie była (w rozumieniu Wysockiego) złym narzędziem do zrządzenia wielkiego rewolucyjnego wstrząśnienia w Polszcze."

Ale też młodzież, którą porwał do boju miała w sobie ogromne warunki poświęcenia i miłości do kraju. Było to pierwsze pokolenie Polaków, które urodziło się, wychowało i dojrzewało w niewoli. Pokolenie, dla którego odzyskanie niepodległości narodu stało się wyzwaniem chwili, celem nadrzędnym.

Żelazna wola Wysockiego, jego wytrwały charakter, patriotyzm, odwaga i śmiałość, oraz niezmordowana praca w urabianiu umysłów do powstania musiały wywierać ogromny wpływ na młodzież, skoro pamiętnej nocy poszła za nim prawie cała szkoła podchorążych.

Po raz pierwszy temperatura wśród spiskowców wzrosła w czasie pogrzebu Piotra Balińskiego 9 marca 1829 roku. Była to okazja do zorganizowania manifestacji patriotycznej. Dzięki Wysockiemu i sprzyjającej sytuacji politycznej liczba członków sprzysiężenia ciągle wzrastała. Zmieniła się też jego struktura organizacyjna. Powstało kierownictwo kolegialne, składające się z trzech osób: Wysockiego, Józefa Zaliwskiego i Piotra Urbańskiego.

Kiedy ogłoszono stan pogotowia wojennego dla armii carskiej i wojsk polskich w związku z rewolucją we Francji i Belgii, a także zaistniało niebezpieczeństwo rozbicia sprzysiężenia wskutek donosów i aresztowań, przed spiskowcami zarysowała się ostatnia szansa i nie było już odwrotu. Po licznych spotkaniach, naradach i zmianach ustalono ostateczny termin wystąpienia zbrojnego na 29 listopada 1830 roku.

Powstanie 1830-1831

Wieczorem tego dnia dowódcy udali się na wyznaczone miejsca. Wszyscy mieli sporo kłopotów z wypełnieniem zaplanowanych zadań wojskowych. Wysocki miał kłopoty od samego początku. Zawiódł umówiony sygnał alarmowy, którym miało być podpalenie starego browaru na Solcu. Zbyt wcześnie nastąpiła dekonspiracja powstańców, a w następstwie alarmu - przeciwdziałanie wojsk rosyjskich. Poderwana w końcu do boju przez Wysockiego 160-osobowa grupa podchorążych rozpoczęła atak na koszary ułanów cesarzewicza w pobliżu Łazienek z okrzykiem na ustach "Rodacy! Do broni!", ale musiała się wycofać w stronę pomnika Sobieskiego, aby połączyć się z oddziałem belwederczyków. Wobec braku spodziewanej pomocy polskich oddziałów powstańcy pod wodzą Wysockiego udają się na skarpę ujazdowską w kierunku Pięknej i Wiejskiej, przebijając się przez atakujący szwadron kirasjerów. Było to najtrudniejsze zadanie bojowe tej nocy. Wysocki musiał stoczyć bitwę z otaczającymi z dwu stron wojskami rosyjskimi. Jego śmiały atak zakończył się sukcesem.

Boje stoczone przez podchorążych pod dowództwem Wysockiego były największą bitwą całej listopadowej nocy. Wysocki wykazał się tu nie tylko odwagą, zdolnościami wojskowymi, ale i znakomitym opanowaniem wojennego rzemiosła oraz inicjatywy. Był to człowiek jednej chwili, a gdy swego dokonał, gdy i sam pochwycił za broń i drugich porwał za sobą, w następnym rozwoju wypadków zniknąć musiał. Zniknął rzeczywiście w wirze wypadków, które wywołał. Ale stało się tak z jego woli. On sam świadomie, po osiągnięciu pierwszego i podstawowego celu, usunął się na dalszy plan. Był konsekwentny: nie chciał powstania wykorzystywać do robienia osobistej kariery, pragnął natomiast służyć legalnej władzy wybranej spośród znanych czy "historycznych" nazwisk. Wysocki oficjalnie przedstawił listę promowanych. Jemu nadano stopień kapitana, ale swoim zwyczajem awansu nie przyjął. Dwa dni później sławna Szkoła Podchorążych przestała istnieć: rozkazem dyktatora rozwiązano ją, a wszystkich oficerów oddelegowano do pułków. Ten sam los spotkał Zaliwskiego, Urbańskiego i Wysockiego, których wysłano na prowincję, ponieważ uznano ich za burzycieli porządku publicznego. Wysocki udał się do Radomia na inspekcję organizujących się tam oddziałów powstańczych. Powrócił po miesiącu. Wówczas otrzymał awans na kapitana i nominację na adiutanta naczelnego wodza. Został nim już Michał Radziwiłł. Zbliżała się jednak nieuchronna wojna.

Tak się złożyło, że Wysocki od pierwszego do ostatniego dramatycznego dnia brał w niej udział i to na ogół na pierwszej linii frontu. A zaczęło się 1 lutego, kiedy wojska rosyjskie stanęło nad rzeką Liwiec. Wysocki, który powstanie pamiętnej nocy rozpoczął, dziwnym zbiegiem wypadków pierwszy strzał miał przeciw Moskalom wymierzyć. Ze zbliżeniem się nieprzyjaciela kazał rozbierać most, a gdy pod osłoną piechoty saperzy moskiewscy zaczęli go naprawiać, Wysocki ogień rozpoczął. Historycy notują że walczył 17 lutego pod Dobrem, a 20 lutego brał udział w bitwie pod Grochowem. Za udział w niej otrzymał złoty krzyż wojskowy. Nada mu go już kolejny - po Chłopickim i Radziwile - wódz powstania Jan Skrzynecki. On powierzył Wysockiemu na początku marca zadanie inspekcyjne dość specjalnej natury; udać się do działającej na Wołyniu korpusu dowodzonego przez gen. Józefa Dwernickiego i donosić naczelnemu wodzowi o poczynaniach bojowych Dowódcy. Wysocki musiał znowu opuścić Warszawę. Misja ta zakończyła się pozostaniem w korpusie Dwernickiego w charakterze oficera sztabowego. Z korpusem Dwernickiego przewędrował szlak bojowy od Bogu aż do Podole. Wstawił się w walkach pod Boremlem za co otrzymał stopień majora. Po kapitulacji korpusu znalazł się z wycofującymi się oddziałami w Austrii. W czasie wielodniowego marszu w Gelicji do miejsca internowania uciekł, by przedostać się, jak większość ofiar, z powrotem do Warszawy i walczyć dalej. Już na początku trzeciej dekady maja meldował się w stolicy pod rozkazy naczelnego wodza. Otrzymał, jako major, nominację na dowódcę l0 pułku piechoty w korpusie gen. Kazimierza Dziekońskiego. Z tym też pułkiem, po działaniach bojowych Lubelskim, po pobycie na Pradze i pod Sochaczewem, znalazł się Wysocki 17 sierpnia znowu w Warszawie Pułk Wysockiego ulokowano na Woli przy kościele.

Tymczasem pod Warszawę nadciągała armia rosyjska. Zbliżał się ostatni bój. Wysocki czekając w drugiej linii znalazł się w samym środku walki odpierając bohatersko ze swoimi żołnierzami natarcie wielokrotnie przewyższających sił wroga. On też jedyny w krytycznym momencie przedarł się z kilkuset żołnierzami w pobliże Wolskiej reduty i przyszedł z pomocą gen. Sowińskiemu. Jego odwaga i męstwo wzbudziły podziw i uznanie współtowarzyszy walki. Walczył bohatersko wbrew późniejszym pomówieniom o tchórzostwo. Czyn ten na zawsze stał się symbolem patriotycznego heroizmu i bezwzględnego oddania ojczyźnie. "Wszystko dla Ojczyzny - nic dla mnie", powtarzał Wysocki i te słowa wyryto na jego grobie w Warce.

1831-1857

Po klęsce powstania cała zemsta zwycięzców skupiła się na Wysockim. Stawał przed sądem. Do końca z pełnym przekonaniem bronił swoich idei przed sądem ukazując wielkość charakteru. W obliczu pewnej śmierci nie zawiódł zaufania tych, którzy szli za nim, nie ugiął się ani razu, nie poddał się żadnej słabości. Proces ciągnął się długo, zakończył się wyrokiem śmierci. Jednak procesem zainteresował się sam Car Mikołaj i polecił go ponowić. W 1832 roku w Warszawie ustanowiono specjalny Najwyższy Sąd Kryminalny. Więźnia przewieziono do Warszawy i osadzono w pokarmelitańskim gmachu na Lesznie, w mrocznej i wilgotnej celi, przykutego do ściany.

Przesłuchania wznowiono 19 listopada 1839 roku, a wyrok wydano 29 listopada 1833 roku, a więc dokładnie w trzecią rocznicę wybuchu powstania. Większość sędziów opowiedziała się za powieszeniem. Wysocki nie prosił o łaskę. Odcięty od świata, samotny, rozgoryczony, pozbawiony obrońcy, zachowywał się godnie, rozważnie i dzielnie. Nikogo nie oskarżał, dając lekcję wierności idei, godności i patriotyzmu. Deklarował się jako świadomy patriota toteż oświadczył: "Nie spodziewam się za moje czyny otrzymać żadnej łaski, darowania winy mojej..." Nie chciał też podpisać się pod przygotowanym pismem Cara z prośbą o łaskę. Oświadczył dumnie: "Nie dlategom broń podjął, ażebym prosił cesarza o łaskę, ale dlatego, żeby jej mój naród nigdy nie potrzebował." Akta procesu z wyrokiem i tak posłano do cara. W 1834 roku decyzją cara Wysocki został skazany na 20 lat katorgi na Syberii.

1857-1875

W 1857 roku Wysocki otrzymał zezwolenie na powrót do kraju. Z konieczności wrócił do rodzinnej Warki, gdyż władze zabroniły mu pobytu w Warszawie. Ofiarowanej mu przez władze cesarskie emerytury porucznika gwardii nie przyjął, żeby tym samym nie wyrzec się swojego czynu. Kiedy po pewnym czasie skromne zasoby pieniężne Wysockiego wyczerpały się okoliczni ziemianie zebrali pieniądze i zakupili dla niego 40 hektarowe gospodarstwo na peryferiach Warki. Przez cały czas władze sprawowały nadzór nad Wysockim: najpierw musiał się co tydzień meldować komendzie żandarmerii, potem sami policjanci co jakiś czas sprawdzali jego obecność, bo z Warki nie mógł się oddalać bez specjalnego zezwolenia. W miarę upływu lat nadzór ten malał.

W Warce przeżył Wysocki jeszcze prawie 20 lat. Zmarł 6 stycznia 1875 roku (Na grobie widnieje data 6.I.1874, więc gdzieś jest błąd). Władze w obawie przed demonstracjami nie zezwoliły na informacje publiczne o śmierci i pogrzebie Wysockiego. Mimo to w żałobnej uroczystości uczestniczyło wiele osób, także z Warszawy. Wieść o śmierci przywódcy powstania dotarła do pism galicyjskich, gdzie pisano o Wysockim: "Był to człowiek wysokiej prawości i poświęcenia, dzielny żołnierz, skromny i małomówny."
(me)

powrót

Krzyknął do swoich "Czuwaj, chłopaki"