| |
|

Piotr Wysocki
1797-1824
Urodził się 10 września 1797 w podwarcekich Winiarach (dziś część Warki).
Jako czwarty syn dzierżawcy Piotr Wysocki pierwsze nauki pobierał w domu. Po
śmierci ojca Piotrem zaopiekował się jego starszy brat i umieścił go na
cztery lata w szkole Pijarów w Warszawie (1810-1814). Po zakończeniu szkoły
w stolicy wrócił do Warki i pomagał matce w gospodarstwie.
W roku 1818 wstąpił jako ochotnik do Wojska Polskiego i został kadetem pułku
grenadierów gwardii. Gdy wkrótce umarła matka, związki rodzinne z Warką siłą
rzeczy zaczęły zanikać.
1824-1828
Ważną datą dla niego był rok 1824: po sześcioletniej nienagannej służbie
dostał się do znanej już wówczas Szkoły Podchorążych Piechoty mieszczącej
się w Warszawskich Łazienkach. Tam wraz z podchorążymi był świadkiem
wymierzania kary aktywnym członkom Towarzystwa Patriotycznego: Walerianowi
Łukasińskiemu, Damazemu Dobrogojskiemu i Leonowi Dobrzyckiemu. Skazanym
oficerom publicznie zdarto szlify oficerskie i mundury, ogolono głowy,
zakuto w kajdany i przywiązano do taczek, które musieli pchać. Wszystko to
działo się przy akompaniamencie bębnów. Wydarzenie to zapadło głęboko w
pamięci jego uczestników. Łukasiński stał się potem wzorem postawy
patriotycznej.
Awans otrzymał Wysocki po trzech latach (1827); został podporucznikiem
grenadierów gwardii. Po oficerskiej nominacji pozostał Piotr Wysocki w Szkole
Podchorążych jako wychowawca, jako instruktor musztry, czyli "nauczyciel
ćwiczeń wojskowych". Funkcję tę pełnił dobrze, lubiany przez podwładnych i
ceniony przez przełożonych. Toteż podchorążowie wiedzieli, że była to "prawa,
uczciwa dusza polska w całym znaczeniu tego wyrazu". Wysocki należał do ludzi
ambitnych, a dokumenty mówią o jego silnym samokształceniu. Jako oficer
spotykał się intelektualnymi kręgami młodzieży, miał kontakty z akademikami
i dziennikarzami. Przebywał więc w środowisku blisko obeznanym ze
współczesnym życiem literackim. Nie można zatem wykluczyć, że nie była mu
obca atmosfera literacka tamtych czasów. Niewątpliwie przyspieszyła ona
dojrzewanie idei niepodległościowej wśród młodzieży.
1828-1830
I oto nikomu właściwie poza bliskim kręgiem wojskowych nie znany młody oficer
zaczyna zdobywać wśród tej młodzieży coraz większe zaufanie, posłuch i
autorytet. Na początku było ich dziesięciu. To oni 15 grudnia 1828 roku
składali pod przewodnictwem Piotra Wysockiego przysięgę.
"Przed Bogiem i Ojczyzną naszą ujarzmioną, odartą z praw i przywilejów
konstytucyjnych, przysięgamy: naprzód nie wydać na przypadek uwięzienia
żadnego zawiązującego się towarzystwa, choćby z tego powodu przyszło ponieść
najsurowsze męczarnie powtórne, połączyć wszelkie usiłowania, poświęcić
życie, gdy tego będzie potrzeba, w obronie zgwałconej ustawy konstytucyjnej.
Po trzecie, ostrożnie rozszerzać związek za wiedzą podpisanych członków
towarzystwa, nie przyjmując ani pijaków, ani szulerów, ani ludzi skazitelnego
charakteru pod jakimkolwiek bądź względem".
Zawiązanie sprzysiężenia w celu wystąpienia zbrojnego było naturalną
konsekwencją nastrojów panujących wśród młodzieży, także wśród młodzieży
wojskowej, zwłaszcza ze Szkoły Podchorążych. Była to społeczność najlepiej
zorganizowana i, co bardzo ważne mająca kontakty z oficerami różnych formacji
polskiego wojska. "Społeczność ta tchnąca duchem patriotyzmu, nienawidząca
Moskwy, zapalona, bo młoda, nie była (w rozumieniu Wysockiego) złym
narzędziem do zrządzenia wielkiego rewolucyjnego wstrząśnienia w Polszcze."
Ale też młodzież, którą porwał do boju miała w sobie ogromne warunki
poświęcenia i miłości do kraju. Było to pierwsze pokolenie Polaków, które
urodziło się, wychowało i dojrzewało w niewoli. Pokolenie, dla którego
odzyskanie niepodległości narodu stało się wyzwaniem chwili, celem
nadrzędnym.
Żelazna wola Wysockiego, jego wytrwały charakter, patriotyzm, odwaga i
śmiałość, oraz niezmordowana praca w urabianiu umysłów do powstania musiały
wywierać ogromny wpływ na młodzież, skoro pamiętnej nocy poszła za nim prawie
cała szkoła podchorążych.
Po raz pierwszy temperatura wśród spiskowców wzrosła w czasie pogrzebu Piotra
Balińskiego 9 marca 1829 roku. Była to okazja do zorganizowania manifestacji
patriotycznej. Dzięki Wysockiemu i sprzyjającej sytuacji politycznej liczba
członków sprzysiężenia ciągle wzrastała. Zmieniła się też jego struktura
organizacyjna. Powstało kierownictwo kolegialne, składające się z trzech
osób: Wysockiego, Józefa Zaliwskiego i Piotra Urbańskiego.
Kiedy ogłoszono stan pogotowia wojennego dla armii carskiej i wojsk polskich
w związku z rewolucją we Francji i Belgii, a także zaistniało
niebezpieczeństwo rozbicia sprzysiężenia wskutek donosów i aresztowań, przed
spiskowcami zarysowała się ostatnia szansa i nie było już odwrotu. Po
licznych spotkaniach, naradach i zmianach ustalono ostateczny termin
wystąpienia zbrojnego na 29 listopada 1830 roku.
Powstanie 1830-1831
Wieczorem tego dnia dowódcy udali się na wyznaczone miejsca. Wszyscy mieli
sporo kłopotów z wypełnieniem zaplanowanych zadań wojskowych. Wysocki miał
kłopoty od samego początku. Zawiódł umówiony sygnał alarmowy, którym miało
być podpalenie starego browaru na Solcu. Zbyt wcześnie nastąpiła
dekonspiracja powstańców, a w następstwie alarmu - przeciwdziałanie wojsk
rosyjskich. Poderwana w końcu do boju przez Wysockiego 160-osobowa grupa
podchorążych rozpoczęła atak na koszary ułanów cesarzewicza w pobliżu
Łazienek z okrzykiem na ustach "Rodacy! Do broni!", ale musiała się wycofać
w stronę pomnika Sobieskiego, aby połączyć się z oddziałem belwederczyków.
Wobec braku spodziewanej pomocy polskich oddziałów powstańcy pod wodzą
Wysockiego udają się na skarpę ujazdowską w kierunku Pięknej i Wiejskiej,
przebijając się przez atakujący szwadron kirasjerów. Było to najtrudniejsze
zadanie bojowe tej nocy. Wysocki musiał stoczyć bitwę z otaczającymi z dwu
stron wojskami rosyjskimi. Jego śmiały atak zakończył się sukcesem.
Boje stoczone przez podchorążych pod dowództwem Wysockiego były największą
bitwą całej listopadowej nocy. Wysocki wykazał się tu nie tylko odwagą,
zdolnościami wojskowymi, ale i znakomitym opanowaniem wojennego rzemiosła
oraz inicjatywy. Był to człowiek jednej chwili, a gdy swego dokonał, gdy i
sam pochwycił za broń i drugich porwał za sobą, w następnym rozwoju wypadków
zniknąć musiał. Zniknął rzeczywiście w wirze wypadków, które wywołał. Ale
stało się tak z jego woli. On sam świadomie, po osiągnięciu pierwszego i
podstawowego celu, usunął się na dalszy plan. Był konsekwentny: nie chciał
powstania wykorzystywać do robienia osobistej kariery, pragnął natomiast służyć
legalnej władzy wybranej spośród znanych czy "historycznych" nazwisk. Wysocki
oficjalnie przedstawił listę promowanych. Jemu nadano stopień kapitana, ale
swoim zwyczajem awansu nie przyjął. Dwa dni później sławna Szkoła
Podchorążych przestała istnieć: rozkazem dyktatora rozwiązano ją, a
wszystkich oficerów oddelegowano do pułków. Ten sam los spotkał Zaliwskiego,
Urbańskiego i Wysockiego, których wysłano na prowincję, ponieważ uznano ich
za burzycieli porządku publicznego. Wysocki udał się do Radomia na inspekcję
organizujących się tam oddziałów powstańczych. Powrócił po miesiącu. Wówczas
otrzymał awans na kapitana i nominację na adiutanta naczelnego wodza. Został
nim już Michał Radziwiłł. Zbliżała się jednak nieuchronna wojna.
Tak się złożyło, że Wysocki od pierwszego do ostatniego dramatycznego dnia
brał w niej udział i to na ogół na pierwszej linii frontu. A zaczęło się
1 lutego, kiedy wojska rosyjskie stanęło nad rzeką Liwiec. Wysocki, który
powstanie pamiętnej nocy rozpoczął, dziwnym zbiegiem wypadków pierwszy strzał
miał przeciw Moskalom wymierzyć. Ze zbliżeniem się nieprzyjaciela kazał
rozbierać most, a gdy pod osłoną piechoty saperzy moskiewscy zaczęli go
naprawiać, Wysocki ogień rozpoczął. Historycy notują że walczył 17 lutego pod
Dobrem, a 20 lutego brał udział w bitwie pod Grochowem. Za udział w niej
otrzymał złoty krzyż wojskowy. Nada mu go już kolejny - po Chłopickim i
Radziwile - wódz powstania Jan Skrzynecki. On powierzył Wysockiemu na
początku marca zadanie inspekcyjne dość specjalnej natury; udać się do
działającej na Wołyniu korpusu dowodzonego przez gen. Józefa Dwernickiego
i donosić naczelnemu wodzowi o poczynaniach bojowych Dowódcy. Wysocki musiał
znowu opuścić Warszawę. Misja ta zakończyła się pozostaniem w korpusie
Dwernickiego w charakterze oficera sztabowego. Z korpusem Dwernickiego
przewędrował szlak bojowy od Bogu aż do Podole. Wstawił się w walkach pod
Boremlem za co otrzymał stopień majora. Po kapitulacji korpusu znalazł się
z wycofującymi się oddziałami w Austrii. W czasie wielodniowego marszu
w Gelicji do miejsca internowania uciekł, by przedostać się, jak większość
ofiar, z powrotem do Warszawy i walczyć dalej. Już na początku trzeciej
dekady maja meldował się w stolicy pod rozkazy naczelnego wodza. Otrzymał,
jako major, nominację na dowódcę l0 pułku piechoty w korpusie gen.
Kazimierza Dziekońskiego. Z tym też pułkiem, po działaniach bojowych
Lubelskim, po pobycie na Pradze i pod Sochaczewem, znalazł się Wysocki
17 sierpnia znowu w Warszawie Pułk Wysockiego ulokowano na Woli przy
kościele.
Tymczasem pod Warszawę nadciągała armia rosyjska. Zbliżał się ostatni bój.
Wysocki czekając w drugiej linii znalazł się w samym środku walki odpierając
bohatersko ze swoimi żołnierzami natarcie wielokrotnie przewyższających sił
wroga. On też jedyny w krytycznym momencie przedarł się z kilkuset
żołnierzami w pobliże Wolskiej reduty i przyszedł z pomocą gen. Sowińskiemu.
Jego odwaga i męstwo wzbudziły podziw i uznanie współtowarzyszy walki.
Walczył bohatersko wbrew późniejszym pomówieniom o tchórzostwo. Czyn ten na
zawsze stał się symbolem patriotycznego heroizmu i bezwzględnego oddania
ojczyźnie. "Wszystko dla Ojczyzny - nic dla mnie", powtarzał Wysocki i te
słowa wyryto na jego grobie w Warce.
1831-1857
Po klęsce powstania cała zemsta zwycięzców skupiła się na Wysockim. Stawał
przed sądem. Do końca z pełnym przekonaniem bronił swoich idei przed sądem
ukazując wielkość charakteru. W obliczu pewnej śmierci nie zawiódł zaufania
tych, którzy szli za nim, nie ugiął się ani razu, nie poddał się żadnej
słabości. Proces ciągnął się długo, zakończył się wyrokiem śmierci. Jednak
procesem zainteresował się sam Car Mikołaj i polecił go ponowić. W 1832 roku
w Warszawie ustanowiono specjalny Najwyższy Sąd Kryminalny. Więźnia
przewieziono do Warszawy i osadzono w pokarmelitańskim gmachu na Lesznie,
w mrocznej i wilgotnej celi, przykutego do ściany.
Przesłuchania wznowiono 19 listopada 1839 roku, a wyrok wydano 29 listopada
1833 roku, a więc dokładnie w trzecią rocznicę wybuchu powstania. Większość
sędziów opowiedziała się za powieszeniem. Wysocki nie prosił o łaskę. Odcięty
od świata, samotny, rozgoryczony, pozbawiony obrońcy, zachowywał się godnie,
rozważnie i dzielnie. Nikogo nie oskarżał, dając lekcję wierności idei,
godności i patriotyzmu. Deklarował się jako świadomy patriota toteż
oświadczył: "Nie spodziewam się za moje czyny otrzymać żadnej łaski,
darowania winy mojej..." Nie chciał też podpisać się pod przygotowanym pismem
Cara z prośbą o łaskę. Oświadczył dumnie: "Nie dlategom broń podjął, ażebym
prosił cesarza o łaskę, ale dlatego, żeby jej mój naród nigdy nie
potrzebował." Akta procesu z wyrokiem i tak posłano do cara. W 1834 roku
decyzją cara Wysocki został skazany na 20 lat katorgi na Syberii.
1857-1875
W 1857 roku Wysocki otrzymał zezwolenie na powrót do kraju. Z konieczności
wrócił do rodzinnej Warki, gdyż władze zabroniły mu pobytu w Warszawie.
Ofiarowanej mu przez władze cesarskie emerytury porucznika gwardii nie
przyjął, żeby tym samym nie wyrzec się swojego czynu. Kiedy po pewnym czasie
skromne zasoby pieniężne Wysockiego wyczerpały się okoliczni ziemianie
zebrali pieniądze i zakupili dla niego 40 hektarowe gospodarstwo na
peryferiach Warki. Przez cały czas władze sprawowały nadzór nad Wysockim:
najpierw musiał się co tydzień meldować komendzie żandarmerii, potem sami
policjanci co jakiś czas sprawdzali jego obecność, bo z Warki nie mógł się
oddalać bez specjalnego zezwolenia. W miarę upływu lat nadzór ten malał.
W Warce przeżył Wysocki jeszcze prawie 20 lat. Zmarł 6 stycznia 1875 roku
(Na grobie widnieje data 6.I.1874, więc gdzieś jest błąd).
Władze w obawie przed demonstracjami nie zezwoliły na informacje publiczne
o śmierci i pogrzebie Wysockiego. Mimo to w żałobnej uroczystości
uczestniczyło wiele osób, także z Warszawy. Wieść o śmierci przywódcy
powstania dotarła do pism galicyjskich, gdzie pisano o Wysockim: "Był to
człowiek wysokiej prawości i poświęcenia, dzielny żołnierz, skromny
i małomówny."
(me)
powrót
|
|
|